Polityka od zawsze grała na emocjach. To nic nowego. Problem zaczyna się wtedy, gdy emocje przestają być narzędziem do opowiadania o rzeczywistości, a stają się sposobem na jej zastąpienie. Wówczas zamiast debaty dostajemy spektakl, zamiast argumentów – hasła, a zamiast odpowiedzialności – kolejne odcinki politycznego serialu. Konfederacja od lat buduje swój przekaz właśnie na silnych emocjach. Strach, gniew, poczucie zagrożenia czy przekonanie, że "wszyscy są przeciwko nam", stają się paliwem politycznym. To strategia dobrze znana nie tylko w Polsce. Skrajne ugrupowania – zarówno prawicowe, jak i lewicowe – często odwołują się do prostych odpowiedzi na bardzo skomplikowane problemy. W świecie mediów społecznościowych najlepiej sprzedają się przecież krótkie hasła, wyraziste gesty i ostre wypowiedzi. Niepokoi również podprogowy przekaz. Często nie padają wprost radykalne stwierdzenia, ale buduje się atmosferę podejrzeń, wskazuje wrogów, sugeruje spiski czy podważa zaufanie do instytucji państwa. Taki sposób komunikacji nie zachęca do myślenia – zachęca do reagowania. A reakcja jest znacznie cenniejsza niż refleksja, bo szybciej rozchodzi się w internecie. Szczególnie ostrożni powinniśmy być wtedy, gdy patriotyzm staje się elementem politycznego marketingu. Miłość do ojczyzny nie polega na krzyczeniu najgłośniej, wymachiwaniu flagą czy nieustannym oskarżaniu innych o brak polskości. Prawdziwy patriotyzm wyraża się odpowiedzialnością za wspólnotę, szacunkiem dla prawa, gotowością do dialogu i troską o przyszłe pokolenia. Gdy patriotyzm zamienia się w narzędzie dzielenia społeczeństwa na "prawdziwych" i "gorszych" Polaków, przestaje być wartością, a staje się politycznym instrumentem. Niepokój budzą również próby upraszczania lub reinterpretowania historii w sposób podporządkowany bieżącej walce politycznej. Historia Polski jest pełna bohaterstwa, ale również dramatycznych błędów i bolesnych doświadczeń. W XX wieku Europa przekonała się, do czego prowadzą ideologie skrajne – kult siły, pogarda dla przeciwnika, odczłowieczanie oponentów oraz przekonanie o własnej moralnej wyższości. Nie są to porównania konkretnych współczesnych partii do tamtych reżimów, lecz przypomnienie, że lekceważenie radykalizacji języka i nastrojów społecznych nigdy nie kończyło się dobrze. Można odnieść wrażenie, że dla części polityków ważniejsze od rozwiązywania problemów staje się nieustanne "parcie na szkło". Kontrowersja gwarantuje zasięgi, zasięgi budują rozpoznawalność, a rozpoznawalność przekłada się na polityczny kapitał. W takiej logice spokojna, merytoryczna rozmowa przegrywa z kolejnym prowokacyjnym nagłówkiem.Czy zatem Konfederację należy traktować poważnie? Tak – ponieważ cieszy się realnym poparciem części wyborców i jest legalnie działającą partią uczestniczącą w demokratycznym życiu publicznym. To jednak nie oznacza, że każda jej narracja powinna być bezkrytycznie przyjmowana. Wręcz przeciwnie – każda propozycja, niezależnie od tego, z której strony sceny politycznej pochodzi, powinna być oceniana przez pryzmat faktów, skutków i zgodności z wartościami demokratycznego państwa prawa. Historia uczy, że demokracja nie upada wyłącznie pod wpływem gwałtownych wydarzeń. Częściej słabnie stopniowo – wtedy, gdy emocje wypierają rozsądek, a polityczne widowisko zastępuje odpowiedzialność. Dlatego warto zachować krytyczne podejście wobec wszystkich ugrupowań. Patriotyzm nie potrzebuje krzyku, demokracja nie potrzebuje radykalizmu, a Polska, bardziej niż kolejnych politycznych spektakli, potrzebuje uczciwej rozmowy o swojej przyszłości.