Kilka dni po publikacji naszego tekstu o Leszku Piechocie - radnym PiS, byłym senatorze i byłym wiceprezydencie Katowic - czas odnieść się do odpowiedzi, których udzielił na nasze pytania. Nie przesłał ich nam drogą mailową, a opublikował w mediach społecznościowych w kilku wpisach, więc nie znalazły się w oryginalnym tekście. Jednak nie możemy pozostawić ich bez weryfikacji. Zanim jednak doszło do jakiejkolwiek odpowiedzi merytorycznej, senator poświęcił obszerny wstęp na charakterystykę redakcji i jej redaktora naczelnego, a więc piszącego te słowa. Wymienił powiązania organizacyjne, źródła finansowania stowarzyszeń, nazwiska radnych publikujących w portalu i adresy siedzib (to oczywiście dane jawne szeroko dostępne), ale zapomniał, że pojawiają się u nas politycy z różnych partii, a on sam miał zaproszenie do podcastu (w innym kontekście), na które odpowiedział negatywnie. Cel jest czytelny: zakwestionować wiarygodność pytającego, zanim padnie jakakolwiek odpowiedź. To klasyczna technika - zamiast odpowiadać na pytania, odpowiada się na dziennikarza. Śląska Opinia rzeczywiście mieści się pod wskazanym adresem, stowarzyszenie BoMiasto, w którym jestem wiceprezesem rzeczywiście otrzymało środki z USAID, redaktor naczelny rzeczywiście zasiadał w strukturach Związku Górnośląskiego. Piechota nie twierdzi, że pytania są nieprawdziwe. Twierdzi, że osoba, która je zadaje, ma poglądy i powiązania. To zarzut, który można postawić każdemu dziennikarzowi w Polsce - i który nie zmienia ani jednej liczby w rozliczeniach kilometrówki byłego senatora. Dodajmy, że były senator myli w swojej opowieści kilka nazwisk i faktów, w tym imię jednego z najbardziej znanych europosłów z naszego regionu, a więc Jana Olbrychta nazywa Jerzym. Kilometrówki, a więc odpowiedź bez odpowiedzi W pytaniu o ryczałt samochodowy chodziło o konkret: jak uzasadnić 42 000 km rocznie przez trzy kolejne lata w okręgu obejmującym pięć zwartych miast konurbacji śląskiej? Piechota odpowiedział obszernie – tyle że na inne pytanie. Radny Piechota wyjaśnił mechanizm prawny ryczałtu, przywołał rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 2002 roku oraz porównał swój przypadek do leśników i listonoszy. Wszystko to jest merytorycznie poprawne, ale nie na temat. Problem polega na tym, że nasze pytanie dotyczyło nie legalności, lecz skali. Maksymalny limit 3 500 km miesięcznie zakłada przemieszczanie się o 115 km każdego dnia kalendarzowego – włącznie z weekendami, świętami i dniami posiedzeń Senatu w Warszawie. Okręg nr 74, który senator sam opisuje jako obszar pięciu miast konurbacji, mieści się w okręgu o średnicy nieprzekraczającej 25 kilometrów. Łącznie pięć miast okręgu nr 74 zajmuje niespełna 190 km² – to obszar zbliżony do powierzchni Katowic, miasta, które ma powierzchnię 164,73 km². Żadne wyjaśnienie proceduralne tej arytmetyki nie zmienia. Warto też zauważyć, że porównanie do listonoszy, które senator sam przywołał, działa przeciwko niemu: ich limit wynosi 300–700 km miesięcznie – czyli 5 do 10 razy mniej niż rozliczał Piechota. Dodatkowo nie pomiętam, żeby senator zapukał do moich drzwi w trakcie kampanii, a listonosz robił to wielokrotnie. Senator przyznaje przy tym wprost, że system ryczałtu nie wymagał żadnej dokumentacji faktycznych przejazdów. To nie jest argument na rzecz rzetelności rozliczeń. To jest opis luki systemowej, która została wykorzystana. Fundacja i kolejne pytanie bez odpowiedzi W przypadku pytania o Fundację Nowy Marchołt Piechota przyjął strategię, którą można streścić w jednym zdaniu: jestem członkiem stowarzyszenia, nie fundacji, więc pytanie jest nielogiczne. Argument prawny jest poprawny – Klub „Marchołt" i Fundacja Nowy Marchołt to odrębne osoby prawne. Nie o to jednak chodziło w pytaniu. Redakcja pytała o świadomość, nie o odpowiedzialność prawną. To istotna różnica. Senator nie wyjaśnia, czy wiedział o działalności fundacji – odpowiada natomiast obszernie na pytanie, którego nie zadano. Warto też zauważyć, że sam przyznaje, iż „niektóre osoby związane ze Stowarzyszeniem Marchołt" były zaangażowane w fundację – co potwierdza faktyczną podstawę pytania, a nie ją obala. Senator zamiast udzielić prostą odpowiedź, konstruuje wywód o zasadach państwa prawa i zbiorowej odpowiedzialności, kończąc się retorycznym atakiem na metodę dziennikarską. To nie jest zaprzeczenie. To jest unik. Białoruś i jedyny konkret W tym przypadku odpowiedź Piechoty jest merytorycznie konkretna i weryfikowalna. Delegacja z grudnia 2016 roku pod przewodnictwem marszałka Karczewskiego jest faktem odnotowanym w dokumentacji Senatu RP. Senator deklaruje, że była to jego jedyna wizyta służbowa na Białorusi i że: "prywatnie od tamtego czasu nie odwiedzałem Białorusi". Centrum Informacyjne Senatu potwierdziło redakcji, że Piechota nie uczestniczył bezpośrednio w spotkaniu z Łukaszenką – przy głowie państwa zasiadali wyłącznie marszałek Karczewski i ówczesny ambasador. Nie ma podstaw, by twierdzenie to kwestionować bez dodatkowych ustaleń. Pozostaje jednak szerszy kontekst: w grudniu 2016 roku reżim Łukaszenki był już od ponad dwóch dekad przedmiotem krytyki ze strony instytucji europejskich, a sama wizyta odbiła się echem głównie za sprawą słów marszałka Karczewskiego, który określił białoruskiego dyktatora jako „ciepłego człowieka". To kontekst, który warto odnotować. Sam Karczewski przyznał w 2022 roku, że określenie Łukaszenki „ciepłym człowiekiem" było błędem i że się go wstydzi, nazywając białoruskiego dyktatora „bandytą, zbrodniarzem i uzurpatorem". Zapytaliśmy jeszcze: Czy planuje Pan start w najbliższych wyborach na Prezydenta Miasta Katowice? Ale na to pytanie nie uzyskaliśmy odpowiedzi.