6 lipca o g. 11:46 czasu lokalnego ponad połowa energii elektrycznej zużywanej przez 1,4 miliarda mieszkańców Indii pochodziła z czystych źródeł. Trwało to piętnaście minut. Indyjskie sieci energetyczne osiągnęły nowy kamień milowy. Drugi rok z rzędu. I pierwszy raz w tym roku. Wilgotność monsunowa i długotrwały upał napędziły zapotrzebowanie. Odnawialne źródła pokryły połowę tego szczytu. W skali całego roku ich udział w miksie to bliżej 26%. Oba te liczby rosną, tylko w różnym tempie. Sam szczyt nie jest anegdotą. To dowód, że sieć krajowa tej wielkości potrafi przez chwilę działać w większości bez paliw kopalnych. Pytanie, które teraz ma znaczenie, brzmi, jak zamienić popołudniowy wyjątek w normę. Jak podaje Disha Agarwal z Council on Energy, Environment and Water, od maja czysta energia zaspokajała ponad 45% zapotrzebowania Indii przez ponad 50 dni. 6 lipca o 11:46 czyste źródła energii — odnawialne, wodne i jądrowe — pokryły 50,02% zapotrzebowania wynoszącego 221,5 GW. Indie osiągnęły też 50% mocy zainstalowanej ze źródeł niekopalnych już w 2025 roku. Pięć lat przed własnym celem paryskim. Kierunek jest już jasny. Teraz gra toczy się o magazynowanie energii i tempo transformacji, bo wieczorne zapotrzebowanie wciąż czeka na tanie odnawialne źródła, które umiałyby je pokryć po zachodzie słońca. 14 lipca polska Rada Ministrów przyjęła nowelizację ustawy o OZE. Wprowadza ona aukcyjny system wsparcia dla biometanu i ułatwia prosumentom korzystanie z magazynów energii. Wyłączając między innymi ich moc spod limitu mikroinstalacji. To nie jest indyjska skala. To polska próba, żeby autokonsumpcja i magazyny przestały być dodatkiem, a stały się częścią systemu. Teraz projekt trafia do Sejmu, a potem na biurko prezydenta.