Na początek warto rozszyfrować powiedzenie ,,strachy na Lachy", tak abyśmy mieli pewność, co ono oznacza w bieżącym języku, a co oznacza w niniejszym tekście. Otóż powiedzenie swoimi korzeniami sięga XVII wieku (a być może jeszcze wcześniej), oznaczało i oznacza we właściwym użyciu: próżne strachy. Czyli, że nie sposób zastraszyć Lachów. A kim jest ów dzielny naród Lachów? To już bardzo proste, tego określenia na Polaków używali m.in.: Rusini oraz Litwini. [źródło: Słownik Języka Polskiego PWN]. Dziś w kontekście wojny w Ukrainie i tego, co dzieje się w przestrzeni informacyjnej w naszym kraju, śmiało zmieniam interpretację tego powiedzenia - dziś ,,strachy na Lachy" oznacza sumę wszystkich kłamstw i fake newsów, którymi straszy się Polaków. Kto nas straszy i dlaczego? To akurat dość proste. Straszy nas najogólniej Federacja Rosyjska, bardzo często nie bezpośrednio wpisami Dmitrija Miedwiediewa lub innego rosyjskiego polityka, a pośrednio, czasami nawet bardzo pośrednio. Dlaczego? Ponieważ w Polsce prawie nikt słów rosyjskich polityków nie bierze na poważnie, zresztą przynosi to zazwyczaj odmienny skutek, tj. wpływa negatywnie na postrzeganie Rosji. Dlatego sprytne rosyjskie służby działają na nas przez pośredników, czasem są to internetowe trolle, czasem są to współpracujący świadomie lub nieświadomie ludzie z medialnego świecznika, często politycy, czasem celebryci. I tak to się odbywa w Polsce oraz innych krajach europejskich. Nie łudźmy się, tak to też odbywa się w Ukrainie, która z Rosją walczy, a mimo to i tam sączona jest rosyjska propaganda, która ma na celu skłócenie Ukrainy np. z Polską. Jak to działa? Bardzo często najpierw podważa się zaufanie do służb, organów państwa, a potem wlewa się kłamliwa retoryka. I dobrym tego przykładem jest sytuacja z bielskiego autobusu, kilka dni wcześniej prawicowa opozycja oskarżała polski rząd o demontaż wojska i nadmiarowe wysyłanie sprzętu do Ukrainy - czym podważa się wiarygodność służb, wojska oraz przede wszystkim rządzących. Następnie przy pierwszym lepszym incydencie jak historia z bielskiego autobusu, dopisuje się kłamliwe elementy historii np. agresywne zachowanie ukraińskich dzieci wobec zwracającego im uwagę pasażera autobusu. I na nic tu się zdały oświadczenia bielskiego MZK, który zaprzeczał tej sytuacji. Internet wie lepiej, nagranie z autobusu zostało celowo utajnione, a upubliczniono tylko wybrane fragmenty. Tylko na zdrowy rozsądek! Kto miałby coś takiego uczynić? Bielski MZK? Policja? Służby specjalne? I wreszcie jaki byłby cel takiego utajnienia? Przecież doskonale wiemy, że do każdej takiej sytuacji będą dopisywane teorie spiskowe. Takich historii jest naprawdę bardzo wiele. Co z tą Unią Europejską i Stepanem Banderą? Uważam, że aby przeciwdziałać kłamstwu, trzeba działać z wyprzedzeniem i kawałek po kawałku tłumaczyć, że coś nie ma prawa się wydarzyć. Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej z "bohaterami" UPA na sztandarach. Nim jednak przejdę, do meritum warto z czysto historycznie zaznaczyć, że sam Stepan Bandera nie brał czynnego udziału w zbrodni wołyńskiej, nie wydawał rozkazów, w tym czasie przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Był on jednak głównym ideologiem OUN-B (organizacji, która w czasie jego uwięzienia utworzyła UPA). I nie jest to żadne usprawiedliwienie jego osoby, ale po prostu historyczna prawda, więc jeśli spotkacie się w przestrzeni informacyjnej z wiadomością, że Bandera pacyfikował w trakcie rzezi wołyńskiej jakąś miejscowość lub kierował oddziałem UPA, w tym czasie to jest, to historyczne kłamstwo. Przejdźmy do czasów obecnych. Tak jak wspomniałem, Stepan Bandera był ideologiem OUN/UPA. Opierał drogę do niepodległości Ukrainy o: bezwzględną zemstę na wrogach narodu, monopartyjność, ekstremizm, faszyzm. Absolutnie żaden z tych fundamentów nie ma nic wspólnego z Unią Europejską. Czczenie tego typu postaci lub organizacji historycznych jest nie do pogodzenia z fundamentami integracji europejskiej. Dziś już mało kto pamięta historię z roku 2000, kiedy do austriackiego konserwatywnego rządu Wolfganga Schüssela weszła Wolnościowa Partia Austrii Jörga Heidera oskarżana o nacjonalizm i ksenofobię, wówczas po raz pierwszy w historii Unia Europejska zastosowała sankcje wobec państwa członkowskiego. Kraje UE zamroziły stosunki z Austrią przez 8 kolejnych miesięcy. Podkreślmy była to kara dla państwa członkowskiego za dopuszczenie do rządów koalicyjnych partii, która została wybrana w demokratycznych wyborach. Sankcje zostały zniesione dopiero po opublikowaniu raportu, który potwierdził, że w Austrii są respektowane prawa mniejszości. To była naprawdę sroga kara! Kolejny przykład również z Austrii to historia prezydenta Kurta Waldheima, który został prezydentem tego kraju w 1986 roku. Po ujawnieniu, że pełnił służbę w trakcie II wojny światowej w oddziałach Alexandra Löhra, gorliwego nazisty, który był odpowiedzialny za liczne zbrodnie na Bałkanach, Kurt Waldheim stał się persona non grata w większości krajów. W trakcie swojej kadencji, którą zakończył w 1992 tj. przed przystąpieniem Austrii do Unii Europejskiej, odwiedził wyłącznie kraje arabskie oraz Watykan. Kolejny przykład jak historia może stać się blokerem wejścia do Unii Europejskiej, są kraje bałkańskie. Chorwacja jest dziś w Unii, ponieważ potrafiła rozliczyć się ze swoją przeszłością, warunkiem do rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych było oddanie w ręce trybunału w Hadze, chorwackich dowódców z okresu wojny 1991-1995. Władze Chorwacji musiały wydać m.in. gen. Ante Gotovinę powszechnie uznawanego w Chorwacji za bohatera narodowego. Zresztą podobną drogę musiała przejść Serbia (wciąż kandydująca), która również musiała wydać Hadze część przywództwa politycznego i wojskowego z okresu 1991-1999 m.in.: byłego prezydenta Slobodana Milosevica, gen. Ratko Mladicia, czy Radovana Karadzicia. Czy Unia wybierze Ukrainie bohaterów narodowych? Absolutnie nie! To tylko i wyłącznie decyzja niepodległej Ukrainy, kogo wybierze do swojego panteonu narodowego. Warto jednak zaznaczyć, że ten wybór będzie miał znaczenie przy dalszej ścieżce akcesyjnej do Unii Europejskiej. Już dziś Bruksela wysłała do Kijowa jasny sygnał, gdzie w sporze o nazwanie oddziału imieniem Bohaterów UPA stanęła jasno po stronie Polski. W tej sprawie Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której ubolewa nad tą decyzją. Dla nas tu w Polsce powinien to być również jasny i oczywisty sygnał, że nie zadzieje się historia, w której Ukraina wchodzi do Unii Europejskiej i jednocześnie czci swojego bohatera/ów, którzy tworzyli organizację będącą przeciwieństwem zjednoczonej Europy i negacją jej wartości. Nie wierzmy więc w kolejną narrację pisaną gdzieś w gabinecie na Kremlu, której celem jest straszenie Polaków Ukrainą i odwrotnie. Co tak chętnie dziś kupuje polska prawica i środowiska z nią związane.