Czy pamiętacie jak duński urbanista Mikael Colville-Andersen w czerwcu 2022 roku, podczas prestiżowej dla Katowic imprezy tj. Światowego Forum Miejskiego (WUF11) nazwał je następująco: "Jedna z najbardziej dystopijnych przestrzeni miejskich w Europie. Z sowieckimi przejściami podziemnymi i szalonymi labiryntami dla pieszych, amerykańskimi szerokimi drogami, dziwnymi nowymi/starymi budynkami" Pamiętam ten czas znakomicie! Pamiętam oburzenie władz miasta, pamiętam również jak duża część miejskich aktywistów, przyjęła te słowa jako prawdę objawioną. Moja ocena i wtedy i dziś pozostaje niezmienna. Trochę w tym wszystkim racji było i nadal jest. Nasze miasto zmieniając się, bardzo często traci perspektywę człowieka, jednostki. Budujemy kilometry nowych dróg, szerokich asfaltowych rzek, które nikomu w najbliższej przyszłości nie będą potrzebne w takiej skali. I tutaj dobrym przykładem jest układ drogowy w katowickiej Strefie Kultury. Jednak łatwo krytykować mając ekspercką wiedzę i wpadając tutaj pierwszy raz w życiu na krótki spacer, bez wgłębiania się w przyczyny takiego stanu rzeczy. Przecież polskie społeczeństwo jest zakochane w samochodach i nie wyobrażamy sobie życia w mieście opartego głównie o transport publiczny, a już jakieś strefy płatnego parkowania, albo czystego transportu!? A na co to komu! I niestety od tej przypadłości nie są również wolni urzędnicy, samorządowcy i różnej maści planiści. My tak naprawdę w Polsce zaczynamy inaczej patrzeć na nasze miasta (i Katowice nie są tutaj wyjątkiem) od dobrych dziesięciu, może piętnastu lat. Przykłady? Proszę bardzo rewitalizacja Rawy na przełomie XX i XXI wieku, wtłoczono ją w betonowe koryto. Kto wtedy protestował? Ulica Chorzowska, która z wąskiej miejskiej ulicy stała się czymś na kształt autostrady. Kto w czasie wyburzeń - protestował, że taka ulica to zbrodnia na tkance miasta? Chcecie coś, co bardziej Was dotyka? Proszę bardzo! Zostając radnym dzielnicy w roku 2015, w zasadzie od początku spotykałem się z prośbami mieszkańców dotyczącymi koszenia trawników. Tylko to był jeszcze czas, kiedy jako społeczeństwo domagaliśmy się co najmniej 4 koszeń w sezonie. Dziś świadomość społeczna na ten temat jest już na zupełnie innym poziomie (na szczęście), dziś chcemy ograniczać koszenia do absolutnego minimum. To może Katowice, to jednak miasto sukcesu? Być może dziennikarz niemieckiego ,,Der Spiegel" Jan Puhl ma rację? Napisał ostatnio: „Miasto, które w przeszłości kojarzyło się raczej z dymiącymi kominami, zanieczyszczonym powietrzem i pokrytymi sadzą ceglanymi fasadami, przeszło transformację” Tym razem sytuacja odwrotna, gość zza granicy pisze pochlebnie o mieście. Oczywiście to powód do dumy, co od razu wykorzystują władze miasta oraz powód do krytyki, co również wykorzystują grupy miejskich aktywistów. I znów zakładamy, że te słowa to prawda lub nieprawda i nie ma na ten temat dyskusji. A ja po raz kolejny uważam, że to tylko częściowy obraz naszego miasta, bo o ile w części strategicznej mamy olbrzymi sukces to w samej taktyce realizacji tej strategii wielokrotnie się potykaliśmy. Jednak zacznijmy od początku, mamy przełom lat 80 i 90, gospodarka socjalistyczna upada, nasz kraj wchodzi w nową gospodarczą erę. A w Katowicach mamy industrialny skansen m.in. sześć czynnych kopalń węgla kamiennego (do dziś działa tylko jedna) oraz wiele innych zakładów przemysłowych np. hut, fabryk. Dziś w Katowicach tylko 18% pracujących, to osoby zatrudniane przez sektor budownictwa i przemysłu. Przeszło 80% ludzi pracuje obecnie w szeroko pojętych usługach i handlu. W roku 1992 44% osób pracowało w sektorze budownictwa oraz przemysłu (wg Statystycznej Panoramy województwa katowickiego, wrzesień 1993 (dane za 1992)). Bezrobocie w styczniu 1990 roku to jest na początku transformacji gospodarczej, było bliskie 0%, już w 1992 było to 4,2%. Obecny poziom bezrobocia w mieście oscyluje w granicach 1%~1,5%, czyli możemy przyjąć, że praktycznie nie istnieje, mimo wielkich zmian w strukturze zatrudnienia. Obecnie miasto gospodarczo zupełnie nie przypomina tego z początku lat 90. Katowice to dziś miasto, w którym co roku organizuje się Europejski Kongres Gospodarczy, to tutaj mieliśmy duże międzynarodowe imprezy takie jak szczyt klimatyczny ONZ, czy wspomniane wcześniej Światowe Forum Miejskie. Katowice dwukrotnie kandydowały do miana Europejskiej Stolicy Kultury, co prawda bez sukcesu, jednak walka o ten tytuł trwała zawsze do samego końca, budząc wielkie nadzieje na jego zdobycie. I pewnie można tak długo o sukcesach, które przyniosły realną zmianę w postrzeganiu naszego miasta. Jednak tak jak wspomniałem na początku, ta droga nie jest wolna od potknięć i chyba takim symbolem może być właśnie Strefa Kultury. Z jednej strony to wielki sukces miasta, mamy wielką halę wystawienniczą MCK, nowoczesne Muzeum Śląskie oraz sławną w całej Europie siedzibę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i salę koncertową, która budzi zazdrość w niejednym zachodnio-europejskim mieście. Z drugiej strony dosłownie wokół tego sukcesu mamy nieludzką infrastrukturę, mokry sen każdego kierowcy, czyli szerokie, proste ulice, pełne asfaltu i tak ubogie w pieszych. Mimo sukcesów gospodarczych miasta, mamy również postindustrialne dzielnice, które mimo prawie czterech dekad odchodzenia od przemysłu wciąż czekają na rewitalizację infrastruktury oraz tą najtrudniejszą społeczną. To kto ma wreszcie rację? A może ta racja jest jak dupa? Każdy ma swoją? Obraz Katowic jest tylko jeden, tyle że interpretujemy go inaczej, bo mamy różne perspektywy. Dobrze byłoby, gdyby perspektywa sukcesu nas jednoczyła, przynajmniej na chwilę, a potem znowu możemy się licytować, na to, kto ma rację. Ważne jest, abyśmy nie tracili kierunku. Dziś wyzwaniami dla Katowic jest postępująca depopulacja oraz zmiany klimatyczne. I jedno i drugie wyzwanie jest ze sobą połączone. Ani jednego, ani drugiego tu lokalnie nie rozwiążemy, za to możemy wprowadzać dobre zmiany adaptacyjne, które uchronią nasze miasto w przyszłości. To już jednak tematy na zupełnie inną historię.