Zapraszam na coś do kawy... Długi czas zastanawiałem się nad tematem tekstu dzięki któremu, wrócę do regularnego opiniowania na łamach Śląskiej Opinii. Oczywiście mogłem sobie myśleć i planować, życie napisało inny scenariusz. Korzystając z krótkiego urlopu od pracy na etacie, wybrałem się na małą wycieczkę - kierunek Bytom. W zasadzie była ona zaplanowana od kilku dni, chciałem przyjechać na spotkanie autorskie dotyczące książki ,, (Z) Pieronem przez Bytom" Mikołaja Niklausa Wilgi. I się zaczęło... zapomniałem Wam dodać, że do Bytomia wybrałem się ze swoim partnerem, który patrzy na to miasto z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów zdecydowanie negatywnie. Zaczynamy podróż linią autobusową 830 z przystanku Piotra Skargi w Katowicach. - O jejku jak długo, samochodem byłoby szybciej! Niczego w tym mieście nie ma! Sama patola. Po wyjściu z autobusu w Bytomiu w rejonie Muzeum Górnośląskiego faktycznie towarzystwo było mieszane. Powoli dochodzimy do bytomskiego rynku, krótki spacerek i siadamy w fancy kawiarni zlokalizowanej w bytomskiej ulicy Zaułek. Podjarany wykonałem kilka zdjęć, bo Zaułek zawsze kojarzył mi się z wąskimi uliczkami np. Lizbony. Być może trochę brakuje mu jeszcze do lizbońskiej Rua da Silva, ale potencjał jest. I tutaj apel do władz Bytomia, nie grzeszcie! Zróbcie z Zaułku wizytówkę śródmieścia, to trzeba tylko dopieścić, doprawić. Naglę słyszę: - I tutaj ci się podoba? Wróćmy do tej kolorowej restauracji na Rynku... W końcu dotarliśmy do źródełka, czyli kawiarni Bytom Zdrój. Wystrój magiczny, bardzo po bytomsku, to znaczy kawiarnia ma wiele elementów swojego wystroju, które nawiązują do symboli miasta. Chapeau bas dla twórców tego miejsca, można się tutaj naprawdę zrelaksować przy filiżance dobrej kawy, którą możecie popić krystaliczną wodą, która wypływa z głowy bytomskiego lwa. I tak zaczyna się magia tego miasta! Po szybkiej kawie wracamy na Rynek i kierujemy się w miejsce spotkania z autorem książki Mikołajem Wilgą. Wchodzimy w ulicę Rycerską, gdzie czeka kilka rzędów krzeseł, na jakieś na oko 100 osób. Pomyślałem, że chyba organizatorów poniosło i tylu ludzi to na pewno nie przyjdzie. Myliłem się, spotkanie przyciągnęło około 200 osób! Wyobrażacie to sobie, 200 osób przyszło siedzieć na ulicy, w Bytomiu, aby posłuchać o książce, o Bytomiu. Ta książka to nie jest wielkie dzieło literackie, nie zrozumcie mnie jednak źle, to kawał dobrej lektury, ale jednak w dużej mierze przewodnik po mieście, z autorskimi anegdotami. - A ile to będzie trwało? Długo tu będziemy siedzieć? Kup tą książkę i wracajmy! Pisząc ten tekst, nadal pozostaję w delikatnym szoku, jak młody trzydziestojednoletni autor książki o Bytomiu zgromadził tak liczne grono fanów. I dodam jeszcze jedną arcyciekawą rzecz, około 2/3 zebranych gości podniosło rękę- po pytaniu: kto jest spoza Bytomia? To znaczy, że Bytom w oczach nie-Bytomian, coraz mniej przestaje być miejscem zapadlisk, dymu, pyłu, a coraz to bardziej zaczyna być na nowo odkrywaną perłą Górnego Śląska. I swój udział w tym ma również youtuber i pisarz Mikołaj Niklaus Wilga. Gdy spotkanie wreszcie się rozpoczęło, znów zaczęła się magia. Było dowcipnie w stylu Niklausa, były opowieści o bytomskim placu Akademickim, było bytomskim smoku, trupim kamieniu i pięknym widoku na miasto z okien szpitala... Oczywiście było również bardzo poważnie, gdy autor w rozmowie poruszył problem bezrobocia, które w Bytomiu objawia się bardzo często jako bezrobocie trzech pokoleń (nie pracował dziadek, nie pracował ojciec, nie pracuję ja). Po spotkaniu, które trwało ponad godzinę i które jakimś cudem udało mi się w całości przetrwać - miałem nawet okazję zadać autorowi pytanie, zachęcany z boku: - No zapytaj go o coś... I zapytałem! O ulubioną śląską potrawę, okazało się, że znalazłem bratnią duszę w miłości do żuru. Podkreślam słowo "żur", bo ta zupa to nie żaden żurek, nie żur śląski, po prostu żur. Każdy żur jest w domyśle śląski, nie ma żuru nie-śląskiego. Ma być kwaśny, czosnkowy, wyrazisty i syty. Koniec tych kulinarnych uniesień, czas wracać do Katowic: - A gdzie jest ten plac Akademicki, o którym on mówił? Faktycznie ta Dworcowa, to bardziej zielona niż Mariacka w Katowicach. Może coś jednak w tym Bytomiu jest. Tak zaczyna się zainteresowanie Bytomiem, może to jeszcze nie miłość, ale już sympatia. Czasem zamiast wielkich inwestycji infrastrukturalnych, wystarczy inwestycja duchowa, aby miasto zaczynało na nowo tlić się pozytywną energią. Trzymam kciuki za Bytom i Bytomian. A Wam przy okazji polecam kanał Mikołaja na YT: Niklaus Pieron, bo robi dobrą robotę dla tego miasta!