Pacjent z zaburzeniami psychicznymi, który w trybie nagłym trafia do szpitala psychiatrycznego, będzie skonsultowany przez psychiatrę, ale – zwraca uwagę szef biura pilotażu reformy psychiatrii Marek Balicki - jeśli potrzebny jest też chirurg albo prześwietlenie, a jest piątek wieczorem, niewykluczone, że będzie trzeba czekać, nawet i do poniedziałku. Reforma może zlikwidować tę faktyczną dyskryminację. Osoby związane z psychiatrią środowiskową są przekonane, że centra zdrowia psychicznego, których działanie jest obecnie sprawdzane w pilotażu, mogą sprawić, że prawa osób w kryzysie psychicznym naprawdę będą przestrzegane. Niedługo odbędzie się kolejny Kongres Zdrowia Psychicznego. Ma charakter otwarty i byłoby dobrze, gdyby w tę inicjatywę włączyli się wszyscy, i nie tylko dlatego, że należy okazać solidarność z tą grupą pacjentów i ich rodzin. Wiele badań pokazuje, że każdy z nas jest istotnie zagrożony kryzysem psychicznym, a osoby, które to doświadczenie mają za sobą, są jedną z grup obywateli doświadczonych dyskryminacją w wielu dziedzinach życia. W Polsce przed pandemią badania EZOP wykazały, że co czwarta osoba doznała lub dozna zaburzenia psychicznego, które wymaga leczenia. Takich pacjentów jest zatem naprawdę wielu. WHO stwierdziła w specjalnym raporcie z badań na temat globalnego obciążenia chorobami, że to właśnie zaburzenia psychiczne i zachowania stanowią drugą wśród mężczyzn i trzecią wśród kobiet najważniejszą grupę przyczyn odpowiedzialną odpowiednio za 17 proc. i 14,4 proc. utraconych lat życia w zdrowiu z powodu ograniczonej sprawności wśród mieszkańców Polski. Z międzynarodowych raportów wynika też, że Polska ma sporo do nadrobienia zarówno jeśli chodzi o organizację opieki zdrowotnej dla osób z doświadczeniem kryzysu psychicznego, jak i edukacji społecznej. Poprawa na tych dwóch polach pozwoli zmniejszyć zakres stygmatyzacji tej grupy pacjentów. Siostrą stygmatyzacji jest zaś dyskryminacja. Z raportu OECD wynika, że w 2016 roku około 84 mln mieszkańców Unii zmagało się z zaburzeniami psychicznymi takimi jak depresja, zaburzenia lękowe oraz zaburzenia związane z używaniem alkoholu i narkotyków. „Choroby psychiczne dotykają przede wszystkim Finów, Holendrów i Francuzów (ok. 19 proc. populacji), zaś w najmniejszym stopniu Polaków, Bułgarów i Rumunów (poniżej 15 proc.). (…) Zdaniem autorów raportu te różnice między krajami mogą wynikać z większej wiedzy obywateli i świadomości o zdrowiu psychicznym oraz mniejszej stygmatyzacji związanej z chorobami psychicznymi, a także z łatwiejszego dostępu do usług w tym zakresie” – czytamy w opracowaniu senackiego Biura Analiz, Dokumentacji i Korespondencji z 2019 roku. "Osoby z zaburzeniami psychicznymi doświadczają nierównego traktowania czy stygmatyzacji na wielu poziomach: językowym – do dzisiaj w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego i w innych aktach prawnych istnieje określenie osoba upośledzona umysłowo zamiast: osoba z niepełnosprawnością intelektualną; dostępności do specjalistów i czasu oczekiwania na pomoc; również wiele zmian wymagają warunki pobytu w szpitalach psychiatrycznych, choć w ostatnich latach uległy poprawie, to jednak pozostawiają wiele do życzenia; od wielu lat psychiatria w Polsce jest zbyt nisko finansowana; dużych zmian wymaga również rynek pracy i podejście do zatrudnienia osób z zaburzeniami psychicznymi” – wylicza dyrektor Jakub Gołąb z biura Rzecznika Praw Pacjenta w odpowiedzi na pytania redakcji Serwisu Zdrowie. (Całość pisma załączona pod artykułem, łącznie z liczbą i rodzajem spraw z zakresu psychiatrii, jakimi zajmuje się RPP). Różne odcienie dyskryminacji Naukowcy dyskryminację osób z zaburzeniami psychicznymi wywodzą przede wszystkim ze stygmatyzacji tak samych zaburzeń, jak osób ich doświadczających. Mówią w tym kontekście o wręcz strukturalnej postaci tego zjawiska, a zatem stygmatyzacja przejawia się także na poziomie działania państwa. Wśród ekspertów, tak krajowych, jak i międzynarodowych, nie ma sporów co do tego, że jednym z elementów podtrzymującym faktyczne wykluczenie osób z zaburzeniami psychicznymi jest azylowy model sprawowania nad nimi opieki – czyli położenie największego nacisku na to, by byli leczeni w dużych szpitalach psychiatrycznych. Ten model powoduje, że dochodzi do zjawiska „obrotowych drzwi” – pacjent w ostrej fazie trafia do szpitala, tam jest stabilizowany, wychodzi, trafia w próżnię, bo już nikt się nim specjalnie nie zajmuje, choroba się zaostrza, wraca do szpitala. We Włoszech, gdzie powiodła się zmiana z modelu azylowego na środowiskowy, średnia liczba dni hospitalizacji psychiatrycznej np. osoby ze schizofrenią/zaburzeniami urojeniowymi wynosiła w 2016 roku 16 dni, a w Polsce przekraczała 60 dni! Jeśli chodzi o zaburzenia depresyjne - we Włoszech pobyt w szpitalu to mniej niż 15 dni, w Polsce - powyżej 43. Jednocześnie we Włoszech mniej niż w Polsce osób popełnia w ciągu roku samobójstwo. Uprawniony jest zatem wniosek, że długość hospitalizacji bynajmniej nie przekłada się na lepsze wyniki leczenia, przy czym - jeśli chodzi o schizofrenię, zapadalność na całym świecie jest podobna. Polska próbuje teraz zmienić akcenty, prowadząc pilotaż centrów zdrowia psychicznego, czyli tworząc zręby nie pod azylową, jak obecnie, kulturę opieki nad osobą z zaburzeniami, a pod psychiatrię środowiskową. Proces jednak idzie powoli. "Jeśli w takim tempie jak obecnie będziemy wprowadzali tę reformę, zakończymy ją za 30 lat" – mówi Marek Balicki, anestezjolog i psychiatra, były minister zdrowia, a obecnie dyrektor Biura ds. Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Szara strefa dyskryminacji „Nie można obecnie oficjalnie (podkreślenie redakcji) bronić modelu azylowego/instytucjonalnego i twierdzić, że chorzy nie powinni posiadać pełni praw człowieka do wolności, pracy, poszanowania godności, jak każdy inny obywatel” – napisała osiem lat temu w opublikowanej na łamach „Psychiatrii” Katarzyna Prot-Klinger. Oficjalnie – nie można. Zgodnie ze wszystkimi przepisami prawa osoby z zaburzeniami psychicznymi mają te same prawa, co osoby od nich wolne. Ale (za wypowiedziami Marka Balickiego oraz artykułami naukowymi wymienionymi pod tekstem):zdecydowana większość społeczeństwa polskiego jest zdania, że choroba psychiczna to „wstyd”; na psychiatrię Narodowy Fundusz Zdrowia przeznaczył w 2020 roku nieco ponad 3 proc. swojego budżetu na leczenie, co jest istotnym wzrostem w porównaniu do lat poprzednich, ale kraje na zachód od Odry na leczenie zaburzeń psychicznych desygnują 6-10 proc. (co najmniej dwa razy więcej!) swoich budżetów na ochronę zdrowia;w gronie samych psychiatrów istnieje opór wobec zmian zmierzających do likwidacji reliktów XIX-wiecznej psychiatrii – wielkich szpitali dla chorych psychicznie,udział osób z zaburzeniami psychicznymi w rynku pracy jest bardzo niski; np. badania zrealizowane wśród młodych (w wieku 18-40 lat) klientów poradni zdrowia psychicznego w województwie łódzkim pokazały, iż w chwili badania jedynie 42 proc. tej grupy posiadało zatrudnienie, zaś 27 proc. nigdy nie pracowało.centrów zdrowia psychicznego w ramach pilotażu działa 33, co stanowi zaledwie 12 proc. potrzeb, a podstawę systemu opieki nad pacjentem z zaburzeniami stanowią szpitale psychiatryczne;jest nieufność co do nowego zawodu - asystentów zdrowienia, czyli tych osób, które po doznaniu kryzysu psychicznego, swoim doświadczeniem dzielą się z osobami w tym kryzysie się znajdującymi i udzielają im wsparcia,pomimo apeli ekspertów nie trafiła na listę szczepień priorytetowych grupa około 300 tysięcy osób, które z racji swoich chorób – tych psychicznych z ciężkim przebiegiem (i towarzyszących im "somatycznych") – są bardziej zagrożone ciężkim przebiegiem COVID-19 oraz śmiercią z tego powodu.Centra zdrowia psychicznego: dlaczego lepsze? W Polsce wciąż dominuje model azylowy leczenia zaburzeń psychicznych – działa około 50 wielkich szpitali, z reguły ładnie położonych i ciekawych architektonicznie. Jednak zwykle są zaniedbane…