Weekendy bywają męczące. Chcąc, by młodzian odstresował się po ciężkim tygodniu, wpadliśmy więc w odwiedziny do przyjaciółki, u której niewyżyty kurczak mógłby zużyć choć część swej energii. Graliśmy w piłkę, gdy do ogródka wpadł znajomy i zagadał mnie. Małoletni mistrz taktu kopał piłkę w naszym kierunku, mrucząc coś pod nosem, a gdy w końcu zwróciłem mu uwagę, by dał mi chwilę odparł: - Nie no jasne, nie musisz grać, gadaj dalej z tym koleżką! Nie wiem, kto był bardziej zaskoczony: ja, czy może rzeczony „koleżka”. Blog Złego Ojca na Facebooku